Skip navigation

Pieszo przez Kanał La Manche

Sławomir Łotysz /Uniwersytet Zielonogórski

Kanał La Manche zawsze stanowił wyzwanie dla śmiałków wszelkiego rodzaju. To właśnie tutaj starali się dowieść, że zdolności, jakie posiedli, bądź maszyny, które zbudowali są w stanie pokonać żywioł. Magicznej, oddziałującej na wyobraźnię mocy tego przesmyku nie zdołali się oprzeć m.in. John Jeffries i Jean-Pierre Blanchard, którzy w 1785 roku jako pierwsi przelecieli tędy w balonie na ogrzane powietrze. W 1815 roku przeprawił się przez kanał pierwszy parowiec – była to Élise z Pierrem Andrielem na pokładzie. Z kolei pierwsze udokumentowane przepłynięcie wpław z Anglii do Francji to wyczyn Matthew Webba. Było to go w 1875 roku, a w 1909 Louis Bleriot jako pierwszy człowiek przeleciał z Calais do Dover samolotem.

Na tę listę nie udało się niestety zapisać Polakowi, Aleksandrowi Woźniakowi, który – jak donosiła w sierpniu 1953 roku agencja Reutera – próbował pokonać Kanał La Manche pieszo na wynalezionych przez siebie specjalnych nartach.

Lotnik-wynalazca

Niewiele znamy szczegółów z życia prywatnego Aleksandra Woźniaka. Jak informowały gazety, ten mieszkający w Dagenham (Essex) i pracujący jako kreślarz Polak, w czasie wojny służył jako pilot myśliwców RAFu. W styczniu 1957 roku prasę brytyjską obiegła też relacja żony Woźniaka, Beryl, która krótko po wydarzeniach czerwcowych poprzedniego roku pojechała do Polski, by wywieźć z powrotem do Anglii dwóch synów. W kwietniu chłopcy, urodzeni już w Anglii, pojechali odwiedzić rodzinę ojca na wsi, jakieś 50 km od Warszawy. Aleksander nie mógł im towarzyszyć. Obawiał się, że jako były żołnierz RAF-u posiadający formalnie status bezpaństwowca, będzie do Polski wprawdzie zostanie wpuszczony, ale najprawdopodobniej bez prawa powrotu na wyspy. W lipcu matce chłopców, obywatelce brytyjskiej, udało się przyjechać do Polski i bezpiecznie wywieźć synów do Anglii. W swojej relacji przedstawiła Brytyjczykom obraz Polski, w którym życie jest „straszne,” i Polaków, którzy są „bardzo życzliwi”. Wszyscy radzili jej, by jak najszybciej wyjechała. Na miejscu też okazało się, że na wniosku o wizę wyjazdową dla synów potrzebny jest podpis ich ojca. Beryl Woźniak podrobiła go.

Nartokajak

Narty wykonane były z drewna i korka. Wynalazca nazwał je „skinoe” – połączenie słów „ski” (narty) i „canoe” (kajak). Określenie to najlepiej chyba opisuje naturę tego wynalazku i jego wygląd. To, co Woźniak miał założone na nogi, wyglądało jak dwie połówki przeciętego wzdłuż kajaka 3,5 metrowej długości. Jak przystało na kogoś, kto poruszał się na nartach, podczas wędrówki po wodzie Woźniak używał kijków zaopatrzonych na końcach w korkowe krążki. Wędrowiec odpychał się nimi jakby używał wioseł.

Aleksander Woźniak opuścił francuskie Calais rankiem 15 sierpnia. Po niespełna 6 godzinach wędrówki dotarł do połowy cieśniny. Za sobą miał przeszło 10 mil! I wtedy zdarzył się przeciek. Ale nie w jego „nartokajakach.” Przeciekać zaczęła towarzysząca mu w tym niebezpiecznym przedsięwzięciu łódź. Musiała zawrócić do brzegu. W takiej sytuacji również i nasz śmiałek zdecydował się na powrót. Było to i tak ogromne osiągnięcie – pokonany odcinek był dwukrotnie dłuższy, niż szerokość Kanału Bristolskiego, który Woźniak przeszedł w ramach treningu miesiąc wcześniej. Następną próbę pokonania cieśniny oddzielającej Wielką Brytanię od kontynentu podjął dopiero w 1956 roku. Tym razem wypuścił się na morze sam. Po przejściu 3 mil z Dover w stronę Francji, nastąpiło załamanie pogody. Wiatr i boczne fale zniosły go z kursu.Przypadkowo przepływająca łódź zabrała pechowca do portu.

Niespełna pół roku po tej próbie Woźniak wystąpił o brytyjski patent na swój wynalazek. Jak wynika z opisu patentowego, każdy z butów był w istocie niewielką łódką. Po ich zsunięciu – wewnętrzne płaszczyzny pływaków były płaskie – całość przypominała kajak. Można też powiedzieć, że wyglądało to jak kajak przecięty wzdłuż, a następnie ponownie złożony z powstałych w ten sposób dwóch połówek. W celu zabezpieczenia przed rozsuwaniem na boki obie części były połączone za pomocą linek i zestawu krążków – umożliwiało to swobodne przemieszczanie się obu pływaków względem siebie wzdłuż osi podłużnej. Oddziaływanie falującej powierzchni wody kompensowane było za pomocą sprężyn zamontowanych na końcach tych linek. Wynalazca nie określał materiału, z jakiego należało wykonać oba kadłuby. Mogła to być blacha aluminiowa, kompozyt z włókna szklanego i żywic, sklejka, tworzywa sztuczne itd. Wnętrze pływaka było podzielone na zamknięte komory. W jednej z nich znajdowała się specjalny uchwyt na stopę użytkownika. W celu zapewnienia stabilności pływaka u spodu zamontowany był kil.

Rys.1

Rys. 1. Skinoe czyli Nartokajak. Swój pierwszy patent Aleksander Woźniak uzyskał w 1956 roku.

Oczywiste jest, że osoba wyposażona w takie „buty” nie mogłaby poruszać się efektywnie po wodzie, gdyby nie były one zabezpieczone przed cofaniem się podczas „chodzenia.” W przeciwnym wypadku możemy sobie wyobrazić delikwenta przebierającego wprawdzie nogami, ale tkwiącemu wciąż w ty samym punkcie. Woźniak znalazł na to rozwiązanie. Zastosował w tym celu kieszenie z elastycznego materiału zamontowane do kilu w obydwu butach. Gdy użytkownik przesuwał jedną nogę do przodu, kieszenie na danym pływaku układały się płasko i nie stawiały oporu. Nieodłączna w takim przypadku „ucieczka” drugiego „buta” do tyłu sprawiała, że uniesiona kieszeń stawiała wodzie zwiększony opór, a to powodowało niemal całkowite zatrzymanie tej nogi. Piechur odpychał się w ten sposób od wody! Jak wykazały praktyczne testy, system ten umożliwiał poruszanie się z prędkością około 5 węzłów przy prądzie poprzecznym.

Rys.2

Rys. 2 Fragment pokazujący kieszenie (18) zamontowane na kilu (17). Widoczne również rozwiązanie mocowania stopy - zawlczeka 13 pozwalająca na szybkie zwolnienie obejmy.

Wytrwałość popłaca (?)

Kilka lat po pierwszych próbach, Woźniak wyruszył na wodę ponownie. Tym razem odniósł duży sukces, ale trzeba przyznać, że i przeciwnika wybrał sobie mniej wymagającego A i sprzęt, na którym wędrował, był nieco lepszy. W piątek, 1 lipca 1960 roku, mimo ostrzeżeń ze strony miejscowej policji, Woźniak przeszedł w poprzek ujście Tamizy od Southend do Sheerness. Trasa mierzyła 9 mil, a pływaki, w których wędrował, miały po 4 metry długości. Te, których używał podczas prób pokonania Kanału La Manche, były o pół metra krótsze. W drogę przez Tamizę ruszył zaopatrzony w prowiant w postaci butelki mleka, tabletek glukozy i dwóch wieprzowych pasztecików. Jego wyprawę obserwowały z brzegu tłumy letników. Choć prąd przypływu przesuwał go nieco w górę rzeki, to i tak przemieszczał się ze stałą prędkością około 5 węzłów. Na brzeg w Sheerness wyszedł entuzjastycznie przyjęty przez plażowiczów. Po krótkiej przerwie planował ruszyć w drogę powrotną, jednak tym razem policjantom udało się mu to wyperswadować.

Zachęcony sukcesem podjął kolejną próbę pokonania La Manche. 13 maja 1961 roku wyruszył ponownie z Dover do Calais. Niestety, zarówno przebieg jak i rezultat tej wyprawy nie odbiegały zbytnio od próby sprzed pięciu lat. Wiatr i prądy zaczęły go znosić i praktycznie uniemożliwiały kontynuowanie wyprawy. Dodatkowo fala wytworzona przez jeden z przepływających statków omal go nie zatopiła. Po czterech godzinach zmagań z morzem dobrnął do St. Margaret’s Bay między Dover a Deal, zaledwie cztery mile od miejsca startu. Stąd zadzwonił na policję, by odwołała rozpoczętą już akcję poszukiwawczą. Aleksander Woźniak ponowił swoją próbę dotarcia do Francji jeszcze miesiąc później, 7 czerwca, ale i tym razem musiał zawrócić. Po dwóch godzinach od wyjścia w morze, zabrała go łódź straży przybrzeżnej.

W sierpniu 1966 roku świat usłyszał o nim ponownie. Tym razem dopiął swego. Wprawdzie nie była to wyprawa przez Kanał La Manche, ale środkiem nurtu Tamizy. Szedł z Marlow do Westminster Bridge w Londynie. Było to największe osiągnięcie Woźniaka – tym spływem, a raczej należałoby powiedzieć „przejściem,” uczcił 1000-lecie Państwa Polskiego.

Rys.3

Rys. 3. Drugi patent Woźniak dotyczył wykorzystania nart w zestawie z dodatkowym kadłubem.

Drugi patent

Woźniak wciąż pracował nad dalszym udoskonaleniem swojego wynalazku. We wrześniu 1960 roku złożył kolejny wniosek patentowy. Zasadnicza część jego aplikacji dotyczyła rozszerzenia możliwości wykorzystania wynalazku poprzez dodanie trzeciego elementu – samodzielnego kadłuba montowanego pomiędzy dwoma pływakami. Właściwe połączenie wszystkich trzech elementów zapewniał łącznik dziobowy w pewnym zakresie umożliwiając wzajemne przemieszczanie pływaków i kadłuba w falującej powierzchni wody. W stanie złożonym całość mogła funkcjonować samodzielnie jak zwykła łódź. Po wypięciu pływaków użytkownik mógł kontynuować podróż po wodzie „pieszo.”

Środkowy kadłub mógł być wykonany tradycyjnie ze sztywnego lekkiego poszycia (np. z tworzywa sztucznego), jednak konstruktor skłaniał się ku rozwiązaniu zapewniającemu większą mobilność – proponował zastosowanie szkieletu, i naciągniętej nań elastycznej, wodoszczelnej powłoki (np. brezentowej). Rama miała być w takim wypadku składana z elementów umożliwiających łatwy montaż i demontaż. Środkowy kadłub stanowił właściwie samodzielną jednostkę pływającą i mógł być wykorzystany do holowania osoby stojącej w „skinone,” lub na odwrót – to „piechur” mógł ciągnąć za sobą tę niewielką łódkę wyładowaną np. prowiantem lub sprzętem. Zdaniem wynalazcy zakładana wielowariantowość tego urządzenia stwarzała szereg możliwości zastosowania go np. w marynarce wojennej, przede wszystkim w jednostkach zwiadowczych, jak również w celach rekreacyjnych.

Woźniak przewidział kilka wariantów napędu swojej łodzi. Dopuszczał montaż śruby motorowej na rufie kadłuba, a także możliwość osadzenia niewielkiego masztu na dziobie. Jednak najwięcej uwagi poświecił w swoim opisie patentowym kwestii rozwiązania napędu ręcznego. W tym przypadku śruba napędowa miała być poruszana za pomocą mechanizmu obsługiwanego przez sznur z dwoma uchwytami. Żeglarz mógł się poruszać naprzód pociągając naprzemiennie obie liny. Do manewrowania służyły linki zamontowane do końców obu pływaków. Zwiększając kąt rozwarcia pomiędzy danym pływakiem a środkowym kadłubem, można było skierować całą jednostkę pływającą w przeciwnym kierunku.

Rys.4

Rys. 4. Aleksander Woźniak podczas wędrówki wzdłuż Tamizy w 1966 roku.

Niechciany wynalazek

Woźniak wprawdzie nie został pierwszym człowiekiem, który pokonał przesmyk La Manche w butach do chodzenia po wodzie, ale w niczym nie zmienia to faktu, że „skinoe” rzeczywiście działały.

Dlaczego zatem o nich nie słyszymy? Jak pokazuje historia techniki wykonalność idei wynalazczej nie jest wystarczającym warunkiem praktycznej jej realizacji. Dobry pomysł, czy nawet działający model, to dopiero początek drogi. Wdrożenie do produkcji i sprzedaży choćby najbardziej genialnego, a zarazem zdawałoby się potrzebnego rozwiązania stanowi największe wyzwanie dla wynalazcy. W procesie tym istotne jest rozpoznanie zapotrzebowania na dane usprawnienie, względnie umiejętność wykreowania takiej potrzeby. Ważna jest tu przede wszystkim promocja, i skuteczność w dotarciu z pomysłem do potencjalnego klienta.

Nie można zarzucić Woźniakowi braku zaangażowania w promocję swojego dzieła. Spektakularnymi próbami, podejmowanymi niekiedy na granicy zagrożenia własnego życia, potrafił przyciągnąć zainteresowanie mediów. Najwyraźniej nie zdołał pozyskać wsparcia inwestorów. A może rzeczywiście nikt nie potrzebował wtedy butów do chodzenia po wodzie?

Literatura

[1]Channel Walk Man Gives Up. „The Times,” 15.05.1961.

[2] Channel Man Gives Up. „The Times,” 8.06.1961.

[3] Here's One Who Figures to Walk Across Channel. „Washington Post,” 26.07.1953.

[4] Pole Finishes Cross-Channel ‘Walk’ In Boat. „Chicago Daily Tribune,” 16.08.1953.

[5] Walking on Thames. „Christian Science Monitor,”14.09.1966.

[6] ‘Walk’ across the Thames Estuary. „The Times,” 2.07.1960.

[7] Water-ski Attempt on Channel Fails. „The Times,” 22.09.1956.

[9] Levis C.R, Wozniak A., Improvements in Water Skis and the Like. Patent brytyjski nr 751614, złożony 19.01.1954, opublikowany 4.07.1956.

[10] Wozniak A. Improvements in Water-born Craft. Patent brytyjski nr 95927, złożony 6.09.1960 r., opublikowany 27.05.1964. Pierwszeństwo posiada patent amerykański: Woźniak A. Water-born craft. Patent USA nr 3090974, złożony 6.09.1960 r.,opublikowany 28.05.1963 r.

[11] The Uncommon Men. „Time Magazine.” 23.05.1969.

[12] Man in a bath sails 14 miles, „The Manchester Guardian,” 8.06.1961, s. 20.

[13] The walker on the Thames, „The Manchester Observer,” 21.08.1966, s. 1.

[14] Life in Poland “dreadful,” The Manchester Guardian, 29.01.1957, s. 9.