| |
 |
Inż.
Krzysztof Głuchowski jest długoletnim członkiem STP.
Był pierwszym skarbnikiem POSKu. Pracował w przemyśle samochodowym
w Anglii, Hiszpanii i Brazylii. Po przejściu na emeryturę osiedlił
się w Rio de Janeiro, gdzie obecnie poświeca się dziennikarstwu.
Opublikowal dwie ksiażki wspomnień i jedną przetłumaczył. Założył
własną Oficynę Komputerową, w której drukuje wydania bibliofilskie.
Krzysztof Gluchowski C.Eng, M.I.Mech.E. is a long time
Member of the Association of Polish Engineers in the UK. He
was the first Hon. Treasurer of the Polish Social and Cultural
Association. Worked in the automitive industry in England, Spain
and Brazil. After retiring, settled in Rio de Janeiro, where
he currently works as a journalist. Published two books of memoirs
and one of translations. Founded his Computer Press, where he
prints bibliophile editions. |
Artykuł opisuje
czołową rolę w tworzeniu Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego
- POSK jaką w pierwszych latach odegrali członkowie Stowarzyszenia
Techników Polskich - STP przede wszystkim nie tylko przekazując
z miejsca cały majątek swojej organizacji, ale również doprowadzając
do przekazania majątku Polish University College Association Ltd
- PUCAL, co wspólnie pozwoliło na kupno posesji 236-244 King Street
i sąsiedniego Kościoła Baptystów i tym samym stworzyło podwaliny
pod obecny Ośrodek POSK.
The article describes the outstanding role, which in the early years
played the Members of the Association of Polish Engineers in the
UK in the creation of the Polish Social and Cultural Association,
not only donating the whole assets of their own organisation, but
also preparing ground for the transfer of the assets of the Polish
University College Association Ltd. This jointly made possible the
purchase of the property at 236-244 King Street and the adjoining
Baptist Church, thus laying the corner stone for the present Polish
Centre.
Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny - POSK
obchodzi czterdzieści lat swego istnienia. Duży to szmat czasu w
każdej epoce, a tym więcej w ostatniej, gdy mapa polityczna świata
zmieniła się tak dramatycznie, a postępy techniczne we wszystkich
dziedzinach naszego życia przybrały wprost niesamowite tempo.
Jakże inny też skład ma teraz społeczeństwo
polskie w Wielkiej Brytanii. Wojenną emigrację zastąpiły w większości
nowe pokolenia, przyszła fala emigracji Solidarności i obecnie,
gdy stopniowo znikają bariery, napływa coraz większa liczba nowych
przybyszy z kraju. Wszyscy żyją w wiecznej pogoni nowego skomputeryzowanego
świata.
To też warto jest przypomnieć dawne, niemal
prehistoryczne dzieje, gdy kładzione były podwaliny pod ten Pomnik
Emigracji. Tym więcej jest to potrzebne, gdyż z pamięcią o tych
początkach jest rozmaicie. Nie brak takich co mają wygodną amnezję,
inni nie lubią "historii".
Są okresy, kiedy muszą być pobierane podstawowe
decyzje, wytyczające kierunki postępowania na przyszłość. Takim
czasem były pierwsze lata powojenne, gdy położone zostały tymczasowe
fundamenty, na których opierało się polskie życie w Wielkiej Brytanii.
Siedząc na walizkach przez lata gospodarowaliśmy naszym rozdrobnionym
majątkiem starymi domowymi sposobami.
W początkach lat 1960tych stało się jasnym,
że nasz pobyt na emigracji przeciągnie się na długie lata i nadszedł
moment, gdy powinniśmy powziąć decyzje określające formy zaplecza
dla naszej centralnej działalności społeczno-kulturalnej na dalsza
metę.
Wokół nas Londyn, wraz z całą Wielką Brytanią,
przechodził wielkie zmiany. Pojawili się Beetles, mini we wszystkich
odmianach - od oszczędnych w materiał spódniczek, po malutkie samochody
o obszernych wnętrzach. Pojawili się też hippisi z długimi włosami
i wstrętem do wody, Carnaby Street, Kings Road... Konserwatywna
Anglia obserwowała te zjawiska nieco z ciekawością, a nieco z przerażeniem.
Był to też okres wielkich planów urbanistycznych.
Projekty przebudowy Londynu obejmowały też i rejon Kensingtonu,
gdzie mieściły się Imperial College oraz City and Guilds College
oraz sąsiednie ulice i place, gdzie miała powstać dzielnica rezydencyjna
dla studentów. Według tych planów na miejscu Ogniska Polskiego i
budynku Polish University College Association Limited - PUCAL'u,
który znajdował się pod numerem 5 Princes Gardens, gdzie mieściła
się Biblioteka Polska, biura Stowarzyszenia Techników Polskich,
Rady Akademickich Szkół Technicznych i Polskiego Uniwersytetu na
Obczyźnie, miały być wybudowane nowoczesne hostele dla studentów.
Prace rozpoczęto od zburzenia wspaniałych gmachów Imperial College,
w pełni pasujących do nazwy uczelni, szczególniej od strony Imperial
Institute Road, która to ulica oddawała majestat stolicy imperium,
gdzie słońce nigdy nie zachodziło. Dzięki wielkim protestom, uratowała
się jedynie wieża z imponującymi schodami. Dokładnie naprzeciwko
Ogniska, zburzony też został typowo wiktoriański, neo-gotycki gmach
z czerwonej cegły z licznymi wieżyczkami i ozdobami, gdzie mieściło
się City and Guilds College. Na miejsce tych imponujących budynków
wzniesiono paskudne, nowoczesne budynki, których zaletą było praktyczne
urządzenie wnętrz, lecz które od początku kłuły nam oko, swą wyjątkową
brzydotą.
Prace nad budową studenckich rezydencji
miały postępować zgodnie z wygasaniem krótkich już dzierżaw domów
wokół Princes Gardens. Rozpoczęto je od strony wschodniej i południowej,
gdzie własność była już w rękach uniwersytetu. Zaistniał jednak
problem, gdyż kilka domów po stronie północnej, również było już
w rękach uczelni i tam właśnie plany przewidywały budowę krytego
basenu w podziemiach, który z czasem miał być włączony do gmachu,
mającego nad nim powstać. PUCAL dostał propozycję wykupu dzierżawy,
co oczywiście było nie do przyjęcia. Jednak w rezultacie pertraktacji,
zaoferowana została zamiana na budynek pod numerem 9. Propozycja
była do pewnego stopnia korzystna, gdyż budynek pod numerem 5 był
w okropnym stanie, a nowy lokal miał być całkowicie odnowiony i
przystosowany do naszych potrzeb na koszt uniwersytetu, który pokrywał
również koszty przeprowadzki. Oferta została przyjęta i w marcu
1962 roku przeprowadziliśmy się na nowe miejsce. Pozostało jednak
zagrożenie, że o ile nie podejmiemy jakiejś akcji, po wygaśnięciu
dzierżawy nasze instytucje znajdą się na ulicy.
|