| |
TAM
GDZIE kiedyś płynął strumyk przez las i łąki, teraz znajduje się
milionowe miasto. Tam zgiełk, oślepiające światła i pęd tysięcy
samochodów, a nieostrożność przekraczającego ulicą człowieka może
skończyć się śmiercią. Tam o wszystkim decyduje samochód. Natomiast
w naszych domach i biurach "niekończąca" się ilość gadgetów, chociaż
bardzo pomocnych, to jednak spychają one nas ze świata naturalnego
i naszych praojców ku światu obcemu naszej naturze. Dlatego jakże
często czujemy się obco w "świecie" stworzonym przez nas samych.
W ten sposób istota ludzka ulega przyspieszonemu wynaturzeniu. Lecz
chodzi tu o coś bardzo zasadniczego. Człowiek, jako całość, rozwijał
się bowiem w przeciągu dziesiątek tysięcy lat, kiedy jego psychika
zdołała się ustabilizować i jest taka jaka jest. Natomiast rozwój
technologiczny zajmuje typowo zaledwie kilkadziesąt lat. By używać
tą technologię i gadgetów, człowiek musi nauczyć się jej użycia,
ale także do niej dostosować. Co oznacza, że owe zawrotne zmiany
technologiczne "domagają" się zmian psychicznych człowieka.
Problem jest w tym, że zmiany technologiczne i ludzkiej psychiki
odbywają się w innej skali czasu, bo w kilkunastu lat z jednej strony
i tysięcy lat z drugiej. Te dwa światy są na drodze kolizji. Pytanie
jest, na jak długo wystarczy "zapas" owej "tężyzny psychicznej"
ludzkości, by mogła uniknąć spustoszeń w postaci masowych wynaturzeń?
Jeśli ktoś ma wątpliwości co do powagi tych słów, niech przypomni
sobie straszliwe ludobójstwo milionowych rzesz ludzi w komorach
gazowych, podczas II Wojny Światowej. By niejako podkreślić owe
dno bestialstwa i wynaturzeń, Goering z dumą twierdził: "Ja nie
mam sumienia! Moje sumienie nazywa się Adolf Hitler". Zresztą mamy
ciągłe ludobójstwo i wojny na kuli ziemskiej. Jeśli nie w Europie,
to w Azji czy w Afryce.
TYSIĄCE LAT TEMU człowiek żył w ścisłym kontakcie z lasami, górami,
strumykami, roślinnością i zwierzyną. Owe tysiące lat "wychowały"
istotę ludzką, jaką znamy z historii starożytnej. Natomiast ostatnie
dwieście lat przyniosły głębokie zmiany, zasadniczo obce psychice
człowieka. Toteż nasza psychika "buntuje" się i "namawia"
nas, byśmy przebywali nad strumykiem, w górach, czy nad morzem-
po prostu chce powracać do swoich korzeni.
Ale w ostatnich kilku setek lat, najcześciej powodowana chciwością,
ludzkość dopuściła się dużej ilości wojen, kolonializmu i niewolnictwa.
Na dodatek środowisko naszej planety jest skażane na ogromną skalę.
Tak, to prawda, że technologia sprawiła, iż przeciętny mieszkaniec
wielu części świata, wielokrotnie wzbogacił się materialnie w ostatnich
100 latach, lecz odbywało się to czasami kosztem innych narodów
i innych wartości.
PRZENIEŚMY SIĘ teraz myślą do okresu rewolucji naukowej w Europie.
Początek której był rok 1543, kiedy zostały opublikowane dzieła
Kopernika "O obrotach sfer niebieskich" i Wesaliusza o anatomii.
Był to czas przełomowy dla nauki, bo uwolniono się od skostniałego
myślenia. Toteż bardzo szybko poczyniono ogromne postępy w matematyce,
co torowało drogę naukom przyrodniczym i technologii.
Dzięki czemu, od około 200 lat, żyjemy w okresie przełomu o niespotykanym
w historii nasileniu. Podane niżej przykłady podkreślają bowiem
coraz to bardziej przyspieszone tempo wprowadzania nowej technologii.
I tak - 1900 lat zajęło wprowadzenie parowych maszyn od czasu pierwszego
pokazu użycia pary wodnej przez Herona z Aleksandrii. Trzeba było
trzystu lat, by prosta maszyna do liczenia Paskala przeistoczyła
się w komputer, piędziesiąt pięć lat, by telefon był w użyciu publicznym
i zaledwie dziesięć lat, by od momentu wykrycia neutronu zbudować
reaktor nuklearny w 1942 roku.
W ten sposób, nauki przyrodnicze w bardzo krótkim czasie stworzyły
różne gałęzie technologii, dzięki czemu mamy obecnie zawrotną ilość
gadgetów. Ostateczny wynik czego jest taki, że nasze obecne życie
radykalnie różni się od życia ludzi sprzed stu lat. Dlatego powstaje
pytanie pełne niepokoju, ale także nadziei. Dokąd ten karkołomny
postęp nauki i technologii zaprowadzi ludzkość?
CO DO ROZWOJU człowieka warto zastanowić się nad opisem prof. Bujaka,
czym i w jaki sposób mierzyć kulturę : "Jest to ogół dotychczasowych
zdobyczy w dziedzinie materialnej, społecznej i duchowej. Z tym,
że w dziedzinie duchowej mieszczą się wartości religijne, moralne,
intelektualne i estetyczne." A więc chodzi o równowagę pomiędzy
wartościami duchowymi i materialnymi. Zatem nie można tego mierzyć
jedynie nawet najlepszą jakością komputerów, samolotów, autostrad
czy samochodów, jak wielu są skłonni czynić.
Niestety, bywało i tak, że osiągnięcia nauk napełniały człowieka
pychą, kiedy zaczęto twierdzić, że przy pomocy nauki, ludzkość może
osiągnąć, co chce. Dlatego nauka stawała się "arbitrem"
wielu dziedzin życia społecznego. Nawet doszło do tego, że w latach
dwudziestych XX wieku, grupa filozofów zwana "Kołem Wiedeńskim"
wypracowała teorię na temat tego, co można z sensem powiedzieć o
czymkolwiek, a czego nie można. Co oznaczało, że tylko nauka daje
pewną wiedzę poprzez zmysły. Z czego wynikało, że mowa o świecie
duchowym jest bezsensowna. Mimo, że oficialny prąd już nie istnieje,
jednak jej wpływy są wciąż zauważalne w wielu społeczeństwach.
Natomiast M. Poole, w swojej książce "Nauka a wiara" podaje przykład
o głębokim znaczeniu. Gdyby na przykład dziewczyna powiedziała swemu
chłopcu: kocham cię, chociaż nie jesteś "niczym więcej" niż pewną
ilością fosforu itp., przypuszczalnie musiałaby poszukać sobie innego
chłopca. Błąd dziewczyny tkwi w słowach: "niczym więcej". Problem
jest w tym, że w wypadku nauki, jest ona w stanie określić coś w
znanych jej jednostkach np. "waga", lecz w żaden sposób nie wymierzy
wartości duchowych. Ale jakże często człowiek rozumie powiedzenie
naukowca, że to co on może opisać za równoznaczne z tym, że nie
ma nic, poza tym co było powiedziane przez naukę.
Ten zwyczaj dodawania w swoim umyśle, "nic więcej" roznosi się po
książkach, w przemyśle, na uniwersytetach, w prywatnych rozmowach,
programach telewizyjnych czy radiowych. Toteż po wielu latach ciągłego
pomijania bogactwa wartości duchowych, skutki są takie, że stają
się one "osierocone" i rzadziej uwidaczniają się w stosunkach
między ludzmi.
Poza tym tylko ludzie popełniają niegodziwe czyny, które są w świecie
zwierząt prawie całkiem nieznane. Tylko ludzie zabijają innych ludzi-
wojna jest przecież zjawiskiem towarzyszącym naszej całej historii.
Ale cywilizacja ludzkości trwa zaledwie od około 5 tysięcy lat,
czyli 150 pokoleń . Z punktu widzenia istnienia człowieka, jest
to bardzo krótki okres czasu i nie wyzwoliliśmy się jeszcze z owej
"dzikości". Dlatego nie należy się zbyt dużo spodziewać od istoty
ludzkiej w obecnym czasie.
Zresztą można zauważyć, iż zazwyczaj najwyszukańsza część technologii
służy celom militarnym, o straszliwej mocy potencjalnych zniszczeń.
Co jest często używane dla zastraszania, a nawet gnębienia innych
społeczeństw by "wybrana" grupa ludzi dominowała i czerpała jak
największe korzyści. To oczywiście powoduje narastanie nieporozumień,
a nawet kolejne wybuchy wojen i przynosi zwiększające się zniszczenia,
nienawiść i śmierć ludzi na kuli ziemskiej.
LECZ POWRÓCMY DO NAUKI i technologii i zapytajmy jakie są powody
ich rozwoju? Według ks. prof. P. Siwka nasz częściowy sukces osiągnięty
w panowaniu człowieka nad przyrodą jest w dużym stopniu skutkiem
naturalnego niezadowolenia ze wszystkiego, co już posiadamy i o
czym już wiemy. To niezadowolenie w parze z wyobraźnią, ciekawością,
wolą, rozumem, wiarą w przyszłość, a nawet ambicji staje się podstawą
do wszelkiego rodzaju innowacji.
Zaspakaja ona także naturalny pęd człowieka do zdobywania informacji,
lub jak to woli, pęd do zdobywania naukowej prawdy. W dodatku człowiek
ma niejako wbudowane dążenie do perfekcji. To właśnie te "moce"
dają nam niezliczone przykłady twórczości wielkich malarzy, muzyków,
poetów, filozofów, myślicieli lecz także wynalazców i naukowców.
Poza tym, szczególnie wielkie korporacje i ich bogactwo, wywiera
często decydujący wpływ na technologie, które przynoszą im zwiększone
bogactwo. Zresztą ewentualne próby wpływania społeczeństwa na rozwój
technologii skazane są na niepowodzenie. Chociażby z tego powodu,
że rozwój ten jest stymulowany pogonią za zyskiem, władzą i doskonaleniem
wyposażenia sił zbrojnych największych zwłaszcza państw.
PRZYPATRZAMY SIĘ teraz dodatniej stronie nauki. Otóż postęp techniki
sprawił, że można skutecznie pracować nad zmniejszaniem wielkich
różnic ekonomicznych i społecznych dzielących narody, ale daleko
nam jeszcze do równości. Jednak takie dążenia są obecnie zauważalne.
Właściwie nauka jest wartością dla większości ludzkości, jak i dla
ludzi uprawiających naukę. Poza tym nie zapominajmy o tym, że bez
nauki, nasza planeta po prostu nie mogłaby nas utrzymać. Dlatego
postęp naukowy i techniczny jest procesem nieodwracalnym. Ale nie
tylko, bo obecna nauka pozwoliła człowiekowi w pewnym stopniu opanować
przyrodę i wykorzystać ją dla naszych potrzeb. Dzięki czemu zaledwie
kilka wieków temu nawet najpotężniejsi władcy nie dysponowali takimi
wygodami jak obecny przyciętny obywatel świata.
Możemy nawet zaryzykować przepuszczenie, że już obecnie (a nie
tylko w jakiejś dalekiej przyszłości), nauka wraz z technologią
jest w stanie zabezpieczyć materialny byt całemu człowieczeństwu,
to znaczy każdemu człowiekowi z osobna. Trudności w realizowaniu
tak rewolucyjnego rozwiązania sprawy nie znajdują się po stronie
nauki czy technologii, lecz w samej istocie ludzkiej.
ALE NIEWŁAŚCIWE użycie technologii istnieje na dużą skalę. Prawda
jest taka, iż od wieków żyjemy w epoce, w której najczęstszym miernikiem
wartości jest zwykła użyteczność materialna, władza i mamona. To
zazwyczaj prowadzi do braku poszanowania godności człowieka, braku
sprawiedliwości i zobowiązań. Dlatego nawet najdoskonalsze osiągnięcia
techniki jako takiej są dla człowieka czymś dwuznacznym i chociaż
budzi nadzieje, kryje w sobie również niebezpieczństwa.
W ostanich 100 latach, nauka i technologia spowodowały ogromne zmiany.
Za pomocą radia i telewizji uczestniczymy bowiem pośrednio w wielu
ważnych wydarzeniach. To jednak ma też negatywne skutki, bo z czasem
wszyscy upodabniamy się, zatracamy indywidualność, a tym samym wynalazczość,
różnorodność twórczą i bogactwo kulturowe. Pojawia się zatem groźba
jakościowego ubóstwa człowieka.
Oddalenie techniki od myśli humanistycznej wynika i stąd, że obecny
stan wiedzy jest tak duży, że przekracza możliwość ogarnięcia nie
tylko całości, ale choćby jej części przez umysł jednego człowieka.
Lecz pogrążenie się jednostki w specjalności technicznej oznacza
często zatracanie wrażliwości na np. piękno, sprawiedliwość czy
dobro.
W tym właśnie miejscu, jakże trafne są słowa Matki Teresy z Kalkuty:
"W Indiach musimy przychodzić z materialną pomocą ludności, ażeby
zmniejszyć jej materialną nędzę. W Ameryce, Europie i w Australii
istnieje jeszcze groźniejsza nędza odnosząca się do ludzkiego serca.
Ludzie cierpią tam z powodu odizolowania, w opuszczeniu i niedocenianiu
przez innych. Tego rodzaju nędza jest czasami bardziej dokuczliwa
od nędzy materialnej".
NIE DZIWMY SIĘ więc, iż zaistniało ogromne zagrożenie dla ludzkości,
będące skutkiem jej działalności. Otóż jeden z bardzo wielu przykładów
został graficznie pokazany przez BBC, 17 kwietnia 2000 roku. Wówczas
stwierdzono, że z powodu ogólnego ocieplania się spowodowanego działalnością
człowieka, ludność Etiopii cierpi głód. Okazało się także, że uprawna
ziemia systematycznie zamienia się w pustynne połacie. Dlatego ludność
tego kraju nie będzie mogła istnieć przez długi czas, bez pomocy
reszty świata.
Efekt cieplarniany, nie jest fikcją, lecz naukowo ustalonym faktem.
O dziwo, to tak niezwykle poważne dla przyszłych pokoleń zjawisko
jest przyjmowane przez ludzi z obojętnością. Dzieje się tak chyba
z powodu zbyt dużego zainteresowania samym sobą. I tak tylko dla
przykładu, niech posłuży ubogi Bangladesz: W 1988 roku aż 61% tego
kraju znalazło się pod wodą. Toteż nic dziwnego, że około 45 milionów
ludzi bardzo dotkliwie ucierpiało z powodu tego szczególnego wypadku.
A przecież jest to przykład jednej z wielu powodzi na kuli ziemskiej,
które niosą spustoszenie milionom ludzi.
Tak się przeważnie składa, że najbardziej gęsto zaludnione połacie
ziemi są bardzo urodzajne i najczęściej nisko położone tereny przymorskie.
Lecz gdy znajdą się one pod falami morskimi, wówczas całej ludzkości
zagrozi poważne niebezpieczeńswo. Niech przykładem będzie Egipt.
Jeśli poziom morza podniesie się o jeden metr, 10-15% uprawnej ziemi
znajdzie się na dnie morza, a 10 milionów ludzi straci swoją ziemię,
domy i możliwości utrzymania się. Podobną tragedię trzeba by pomnożyć
wiele, wiele razy, gdy weźmie się pod uwagę całą kulę ziemską.
W dodatku gatunki zwierzęce i roślinne znikają w alarmującym tempie.
Szacuje się, że w latach 80-tych traciliśmy 50 tysięcy na każdy
rok. Natomiast przed zakończeniem roku 2020 aż 10 do 20% wszystkich
gatunków zniknie z naszej planety!
Naukowcy twierdzą, że zmiany klimatyczne będą uzależnione od decyzji
władz świata w najbliższych kilkunastu lat, by zaradzić przyszłej
ogólno- ludzkiej katastrofie spowodowanej przez efekt cieplarniany.
Optymiści mówią, że skoro możemy wysyłać satelity w przestrzeń kosmiczną,
to napewno możemy powstrzymać negatywne skutki klimatycznych zmian
naszej planety. Niestety, takie postępowanie, ma swoich przeciwników.
Przyczyny tkwią w polityce, ekonomii, chciwości, nieodpowiednich
przywódców i psychice ludzkiej.
Jeśli ludzkość nie uczyni nic, by te zmiany powstrzymać, wówczas
kataklizmy spowodowane przez globalne ocieplanie się będą nam coraz
częściej i głębiej zagrażać. Potencjalne siły tego zjawiska są ogromne.
Wyrażają się one bowiem śmiercą dużej liczby ludności i destrukcją
na wielką skalę. Ocenia się, że poziom wód morskich może wzrastać
tak szybko, iż w przeciągu następnych 50 lat niektóre nisko położone
zaludnione wyspy przypuszczalnie zatoną. Następnie nisko położone
przymorskie połacia całego globu, wraz z miastami mogą być "śmiertelnie"
zagrożone. A tymczasem w Bangladeszu, Wietnamie i Egipcie żyje dziesiątki
milionów ludzi mieszkających poniżej jednego metra ponad obecny
poziom morza. Nie mają oni właściwie żadnej szansy na obronę przed
owym zagrożeniem.
By podkreślić powagę sytuacji, w 1992 roku aż 1500 naukowców świata,
włącznie z 99 noblistami, podpisało deklarację stwierdzającą, że
"człowiek z jednej strony a świat naturalny z drugiej, znajdują
się na drodze kolizji", co "może być przyczyną tak dużych zmian
na świecie, iż nasza planeta nie będzie już w stanie utrzymać życia,
jakie jest nam znane." Drugim niebezpieczeństwem jest broń
masowego rażenia, użycie której mogłoby zniszczyć cywilizację ludzką.
Myślę, że komentarze, względem powyższych słów są zbyteczne.
LECZ MIEJMY NADZIEJĘ, bo tracić jej nie "wolno", że mądrość całej
ludzkości nie dopuści do takich kataklizmów. Przecież już w świecie
antycznym zwracano uwagę na rozwój dodatnich cech człowieka. Wyrazem
tych tęsknot duszy były legendy o bogach i herosach, jak Afrodyta,
Atena, Prometeusz itp. To właśnie one bywały natchnieniem do komponowania
arcydzieł muzyki, poezji, malarstwa i inspiracją dla myśli ludzkiej.
Warto tutaj zwrócić uwagę na pracę znanych naukowców, którzy wykazali,
że mózg ludzki jest niewyobrażalnym gigantem. Ilość komórek mózgowych
bowiem w połączeniu z ich zdolnością "porozumiewania" się ze
sobą jest grubo większa aniżeli ilość atomów we wszechświecie. Jest
jednak dziwne, że człowiek zaczął korzystać z tego ogromnego potencjału
zaledwie od kilkunastu tysięcy lat i że ciągle jeszcze znajduje
się u początków swego rozwoju. I tutaj rodzi się pytanie, pełne
niepokoju, ale przede wszystkim wielkiej nadzieji: Dokąd zaprowadzi
człowieka ten "gigant" potencjalnych możliwości?
Astronomia zakłada, że Słońce i Ziemia, a zatem i człowiek, mogą
jeszcze istnieć około 5000 milionów lat, a więc milion razy dłużej
aniżeli istnienie dotychczasowej cywilizacji człowieka. Na kluczowe
pytanie: Czego dokona w tym czasie ludzkość i co się z nią stanie
- nikt nam nie odpowie. Ale ogromne możliwości mózgu, zdolności
rozumienia kosmosu i bardzo długiego czasu, ofiaruje człowiekowi
perspektywy przekraczające jego wyobraźnię. Można przypuszczać,
iż jest to wszystko dziwnym darem, ale także zachęceniem do spełnienia
przez ludzkość roli, której nie jesteśmy w stanie zrozumieć.
Właściwie ludzkość nie ma wyboru, jak tylko współpracować dla dobra
całości i to bez żadnych wyjątków. Nie tylko dlatego, że tak powinna
postępować. Ale szczególnie dlatego, iż w przeciwnym razie zwiększający
się efekt cieplarniany, ciągłe wojny (już nie mówiąc o broni masowego
rażenia) mogą zniszczyć - jeśli nie całkowicie - to częścowo, istotę
ludzką wraz z jej cywilizacją. Ufam w zbiorową mądrość człowieka
i myślę, że nie tylko uczyni ona to co powinna, by uratować człowieczeństwo
od powyżej opisanych spustoszeń. Ale, przynajmniej stopniowo, będzie
mobilizować swe siły, by wypracować przyszłość, chociażby w przybliżeniu
godną istoty ludzkiej, dla następnych pokoleń.
Sądzę, iż na zakończenie, warto przypomnieć jedną z większych zdobyczy
myśli świata antycznego, maksymę klasycznych Greków, zachęcającą
człowieka do obowiązku przestrzegania równowagi pomiędzy wartościami
duchowymi i materialnymi, czyli szukanie "złotego" środka.
Ale byłoby jeszcze lepiej i prościej by ludzkość przestrzegała ten
"najzwyklejszy" Dekalog.
Dr inż. Jan Starczewski
|