DRAMATYCZNY POSTĘP TECHNIKI WOBEC ROZWOJU CZŁOWIEKA

 

  dr inż. Jan Starczewski
 

TAM GDZIE kiedyś płynął strumyk przez las i łąki, teraz znajduje się milionowe miasto. Tam zgiełk, oślepiające światła i pęd tysięcy samochodów, a nieostrożność przekraczającego ulicą człowieka może skończyć się śmiercią. Tam o wszystkim decyduje samochód. Natomiast w naszych domach i biurach "niekończąca" się ilość gadgetów, chociaż bardzo pomocnych, to jednak spychają one nas ze świata naturalnego i naszych praojców ku światu obcemu naszej naturze. Dlatego jakże często czujemy się obco w "świecie" stworzonym przez nas samych.
W ten sposób istota ludzka ulega przyspieszonemu wynaturzeniu. Lecz chodzi tu o coś bardzo zasadniczego. Człowiek, jako całość, rozwijał się bowiem w przeciągu dziesiątek tysięcy lat, kiedy jego psychika zdołała się ustabilizować i jest taka jaka jest. Natomiast rozwój technologiczny zajmuje typowo zaledwie kilkadziesąt lat. By używać tą technologię i gadgetów, człowiek musi nauczyć się jej użycia, ale także do niej dostosować. Co oznacza, że owe zawrotne zmiany technologiczne "domagają" się zmian psychicznych człowieka.
Problem jest w tym, że zmiany technologiczne i ludzkiej psychiki odbywają się w innej skali czasu, bo w kilkunastu lat z jednej strony i tysięcy lat z drugiej. Te dwa światy są na drodze kolizji. Pytanie jest, na jak długo wystarczy "zapas" owej "tężyzny psychicznej" ludzkości, by mogła uniknąć spustoszeń w postaci masowych wynaturzeń? Jeśli ktoś ma wątpliwości co do powagi tych słów, niech przypomni sobie straszliwe ludobójstwo milionowych rzesz ludzi w komorach gazowych, podczas II Wojny Światowej. By niejako podkreślić owe dno bestialstwa i wynaturzeń, Goering z dumą twierdził: "Ja nie mam sumienia! Moje sumienie nazywa się Adolf Hitler". Zresztą mamy ciągłe ludobójstwo i wojny na kuli ziemskiej. Jeśli nie w Europie, to w Azji czy w Afryce.

TYSIĄCE LAT TEMU człowiek żył w ścisłym kontakcie z lasami, górami, strumykami, roślinnością i zwierzyną. Owe tysiące lat "wychowały" istotę ludzką, jaką znamy z historii starożytnej. Natomiast ostatnie dwieście lat przyniosły głębokie zmiany, zasadniczo obce psychice człowieka. Toteż nasza psychika "buntuje" się i "namawia" nas, byśmy przebywali nad strumykiem, w górach, czy nad morzem- po prostu chce powracać do swoich korzeni.
Ale w ostatnich kilku setek lat, najcześciej powodowana chciwością, ludzkość dopuściła się dużej ilości wojen, kolonializmu i niewolnictwa. Na dodatek środowisko naszej planety jest skażane na ogromną skalę. Tak, to prawda, że technologia sprawiła, iż przeciętny mieszkaniec wielu części świata, wielokrotnie wzbogacił się materialnie w ostatnich 100 latach, lecz odbywało się to czasami kosztem innych narodów i innych wartości.

PRZENIEŚMY SIĘ teraz myślą do okresu rewolucji naukowej w Europie. Początek której był rok 1543, kiedy zostały opublikowane dzieła Kopernika "O obrotach sfer niebieskich" i Wesaliusza o anatomii. Był to czas przełomowy dla nauki, bo uwolniono się od skostniałego myślenia. Toteż bardzo szybko poczyniono ogromne postępy w matematyce, co torowało drogę naukom przyrodniczym i technologii.
Dzięki czemu, od około 200 lat, żyjemy w okresie przełomu o niespotykanym w historii nasileniu. Podane niżej przykłady podkreślają bowiem coraz to bardziej przyspieszone tempo wprowadzania nowej technologii. I tak - 1900 lat zajęło wprowadzenie parowych maszyn od czasu pierwszego pokazu użycia pary wodnej przez Herona z Aleksandrii. Trzeba było trzystu lat, by prosta maszyna do liczenia Paskala przeistoczyła się w komputer, piędziesiąt pięć lat, by telefon był w użyciu publicznym i zaledwie dziesięć lat, by od momentu wykrycia neutronu zbudować reaktor nuklearny w 1942 roku.
W ten sposób, nauki przyrodnicze w bardzo krótkim czasie stworzyły różne gałęzie technologii, dzięki czemu mamy obecnie zawrotną ilość gadgetów. Ostateczny wynik czego jest taki, że nasze obecne życie radykalnie różni się od życia ludzi sprzed stu lat. Dlatego powstaje pytanie pełne niepokoju, ale także nadziei. Dokąd ten karkołomny postęp nauki i technologii zaprowadzi ludzkość?

CO DO ROZWOJU człowieka warto zastanowić się nad opisem prof. Bujaka, czym i w jaki sposób mierzyć kulturę : "Jest to ogół dotychczasowych zdobyczy w dziedzinie materialnej, społecznej i duchowej. Z tym, że w dziedzinie duchowej mieszczą się wartości religijne, moralne, intelektualne i estetyczne." A więc chodzi o równowagę pomiędzy wartościami duchowymi i materialnymi. Zatem nie można tego mierzyć jedynie nawet najlepszą jakością komputerów, samolotów, autostrad czy samochodów, jak wielu są skłonni czynić.

Niestety, bywało i tak, że osiągnięcia nauk napełniały człowieka pychą, kiedy zaczęto twierdzić, że przy pomocy nauki, ludzkość może osiągnąć, co chce. Dlatego nauka stawała się "arbitrem" wielu dziedzin życia społecznego. Nawet doszło do tego, że w latach dwudziestych XX wieku, grupa filozofów zwana "Kołem Wiedeńskim" wypracowała teorię na temat tego, co można z sensem powiedzieć o czymkolwiek, a czego nie można. Co oznaczało, że tylko nauka daje pewną wiedzę poprzez zmysły. Z czego wynikało, że mowa o świecie duchowym jest bezsensowna. Mimo, że oficialny prąd już nie istnieje, jednak jej wpływy są wciąż zauważalne w wielu społeczeństwach.

Natomiast M. Poole, w swojej książce "Nauka a wiara" podaje przykład o głębokim znaczeniu. Gdyby na przykład dziewczyna powiedziała swemu chłopcu: kocham cię, chociaż nie jesteś "niczym więcej" niż pewną ilością fosforu itp., przypuszczalnie musiałaby poszukać sobie innego chłopca. Błąd dziewczyny tkwi w słowach: "niczym więcej". Problem jest w tym, że w wypadku nauki, jest ona w stanie określić coś w znanych jej jednostkach np. "waga", lecz w żaden sposób nie wymierzy wartości duchowych. Ale jakże często człowiek rozumie powiedzenie naukowca, że to co on może opisać za równoznaczne z tym, że nie ma nic, poza tym co było powiedziane przez naukę.
Ten zwyczaj dodawania w swoim umyśle, "nic więcej" roznosi się po książkach, w przemyśle, na uniwersytetach, w prywatnych rozmowach, programach telewizyjnych czy radiowych. Toteż po wielu latach ciągłego pomijania bogactwa wartości duchowych, skutki są takie, że stają się one "osierocone" i rzadziej uwidaczniają się w stosunkach między ludzmi.

Poza tym tylko ludzie popełniają niegodziwe czyny, które są w świecie zwierząt prawie całkiem nieznane. Tylko ludzie zabijają innych ludzi- wojna jest przecież zjawiskiem towarzyszącym naszej całej historii. Ale cywilizacja ludzkości trwa zaledwie od około 5 tysięcy lat, czyli 150 pokoleń . Z punktu widzenia istnienia człowieka, jest to bardzo krótki okres czasu i nie wyzwoliliśmy się jeszcze z owej "dzikości". Dlatego nie należy się zbyt dużo spodziewać od istoty ludzkiej w obecnym czasie.
Zresztą można zauważyć, iż zazwyczaj najwyszukańsza część technologii służy celom militarnym, o straszliwej mocy potencjalnych zniszczeń. Co jest często używane dla zastraszania, a nawet gnębienia innych społeczeństw by "wybrana" grupa ludzi dominowała i czerpała jak największe korzyści. To oczywiście powoduje narastanie nieporozumień, a nawet kolejne wybuchy wojen i przynosi zwiększające się zniszczenia, nienawiść i śmierć ludzi na kuli ziemskiej.

LECZ POWRÓCMY DO NAUKI i technologii i zapytajmy jakie są powody ich rozwoju? Według ks. prof. P. Siwka nasz częściowy sukces osiągnięty w panowaniu człowieka nad przyrodą jest w dużym stopniu skutkiem naturalnego niezadowolenia ze wszystkiego, co już posiadamy i o czym już wiemy. To niezadowolenie w parze z wyobraźnią, ciekawością, wolą, rozumem, wiarą w przyszłość, a nawet ambicji staje się podstawą do wszelkiego rodzaju innowacji.
Zaspakaja ona także naturalny pęd człowieka do zdobywania informacji, lub jak to woli, pęd do zdobywania naukowej prawdy. W dodatku człowiek ma niejako wbudowane dążenie do perfekcji. To właśnie te "moce" dają nam niezliczone przykłady twórczości wielkich malarzy, muzyków, poetów, filozofów, myślicieli lecz także wynalazców i naukowców.
Poza tym, szczególnie wielkie korporacje i ich bogactwo, wywiera często decydujący wpływ na technologie, które przynoszą im zwiększone bogactwo. Zresztą ewentualne próby wpływania społeczeństwa na rozwój technologii skazane są na niepowodzenie. Chociażby z tego powodu, że rozwój ten jest stymulowany pogonią za zyskiem, władzą i doskonaleniem wyposażenia sił zbrojnych największych zwłaszcza państw.

PRZYPATRZAMY SIĘ teraz dodatniej stronie nauki. Otóż postęp techniki sprawił, że można skutecznie pracować nad zmniejszaniem wielkich różnic ekonomicznych i społecznych dzielących narody, ale daleko nam jeszcze do równości. Jednak takie dążenia są obecnie zauważalne.
Właściwie nauka jest wartością dla większości ludzkości, jak i dla ludzi uprawiających naukę. Poza tym nie zapominajmy o tym, że bez nauki, nasza planeta po prostu nie mogłaby nas utrzymać. Dlatego postęp naukowy i techniczny jest procesem nieodwracalnym. Ale nie tylko, bo obecna nauka pozwoliła człowiekowi w pewnym stopniu opanować przyrodę i wykorzystać ją dla naszych potrzeb. Dzięki czemu zaledwie kilka wieków temu nawet najpotężniejsi władcy nie dysponowali takimi wygodami jak obecny przyciętny obywatel świata.

Możemy nawet zaryzykować przepuszczenie, że już obecnie (a nie tylko w jakiejś dalekiej przyszłości), nauka wraz z technologią jest w stanie zabezpieczyć materialny byt całemu człowieczeństwu, to znaczy każdemu człowiekowi z osobna. Trudności w realizowaniu tak rewolucyjnego rozwiązania sprawy nie znajdują się po stronie nauki czy technologii, lecz w samej istocie ludzkiej.

ALE NIEWŁAŚCIWE użycie technologii istnieje na dużą skalę. Prawda jest taka, iż od wieków żyjemy w epoce, w której najczęstszym miernikiem wartości jest zwykła użyteczność materialna, władza i mamona. To zazwyczaj prowadzi do braku poszanowania godności człowieka, braku sprawiedliwości i zobowiązań. Dlatego nawet najdoskonalsze osiągnięcia techniki jako takiej są dla człowieka czymś dwuznacznym i chociaż budzi nadzieje, kryje w sobie również niebezpieczństwa.
W ostanich 100 latach, nauka i technologia spowodowały ogromne zmiany. Za pomocą radia i telewizji uczestniczymy bowiem pośrednio w wielu ważnych wydarzeniach. To jednak ma też negatywne skutki, bo z czasem wszyscy upodabniamy się, zatracamy indywidualność, a tym samym wynalazczość, różnorodność twórczą i bogactwo kulturowe. Pojawia się zatem groźba jakościowego ubóstwa człowieka.
Oddalenie techniki od myśli humanistycznej wynika i stąd, że obecny stan wiedzy jest tak duży, że przekracza możliwość ogarnięcia nie tylko całości, ale choćby jej części przez umysł jednego człowieka. Lecz pogrążenie się jednostki w specjalności technicznej oznacza często zatracanie wrażliwości na np. piękno, sprawiedliwość czy dobro.
W tym właśnie miejscu, jakże trafne są słowa Matki Teresy z Kalkuty: "W Indiach musimy przychodzić z materialną pomocą ludności, ażeby zmniejszyć jej materialną nędzę. W Ameryce, Europie i w Australii istnieje jeszcze groźniejsza nędza odnosząca się do ludzkiego serca. Ludzie cierpią tam z powodu odizolowania, w opuszczeniu i niedocenianiu przez innych. Tego rodzaju nędza jest czasami bardziej dokuczliwa od nędzy materialnej".

NIE DZIWMY SIĘ więc, iż zaistniało ogromne zagrożenie dla ludzkości, będące skutkiem jej działalności. Otóż jeden z bardzo wielu przykładów został graficznie pokazany przez BBC, 17 kwietnia 2000 roku. Wówczas stwierdzono, że z powodu ogólnego ocieplania się spowodowanego działalnością człowieka, ludność Etiopii cierpi głód. Okazało się także, że uprawna ziemia systematycznie zamienia się w pustynne połacie. Dlatego ludność tego kraju nie będzie mogła istnieć przez długi czas, bez pomocy reszty świata.

Efekt cieplarniany, nie jest fikcją, lecz naukowo ustalonym faktem. O dziwo, to tak niezwykle poważne dla przyszłych pokoleń zjawisko jest przyjmowane przez ludzi z obojętnością. Dzieje się tak chyba z powodu zbyt dużego zainteresowania samym sobą. I tak tylko dla przykładu, niech posłuży ubogi Bangladesz: W 1988 roku aż 61% tego kraju znalazło się pod wodą. Toteż nic dziwnego, że około 45 milionów ludzi bardzo dotkliwie ucierpiało z powodu tego szczególnego wypadku. A przecież jest to przykład jednej z wielu powodzi na kuli ziemskiej, które niosą spustoszenie milionom ludzi.
Tak się przeważnie składa, że najbardziej gęsto zaludnione połacie ziemi są bardzo urodzajne i najczęściej nisko położone tereny przymorskie. Lecz gdy znajdą się one pod falami morskimi, wówczas całej ludzkości zagrozi poważne niebezpieczeńswo. Niech przykładem będzie Egipt. Jeśli poziom morza podniesie się o jeden metr, 10-15% uprawnej ziemi znajdzie się na dnie morza, a 10 milionów ludzi straci swoją ziemię, domy i możliwości utrzymania się. Podobną tragedię trzeba by pomnożyć wiele, wiele razy, gdy weźmie się pod uwagę całą kulę ziemską.
W dodatku gatunki zwierzęce i roślinne znikają w alarmującym tempie. Szacuje się, że w latach 80-tych traciliśmy 50 tysięcy na każdy rok. Natomiast przed zakończeniem roku 2020 aż 10 do 20% wszystkich gatunków zniknie z naszej planety!

Naukowcy twierdzą, że zmiany klimatyczne będą uzależnione od decyzji władz świata w najbliższych kilkunastu lat, by zaradzić przyszłej ogólno- ludzkiej katastrofie spowodowanej przez efekt cieplarniany. Optymiści mówią, że skoro możemy wysyłać satelity w przestrzeń kosmiczną, to napewno możemy powstrzymać negatywne skutki klimatycznych zmian naszej planety. Niestety, takie postępowanie, ma swoich przeciwników. Przyczyny tkwią w polityce, ekonomii, chciwości, nieodpowiednich przywódców i psychice ludzkiej.

Jeśli ludzkość nie uczyni nic, by te zmiany powstrzymać, wówczas kataklizmy spowodowane przez globalne ocieplanie się będą nam coraz częściej i głębiej zagrażać. Potencjalne siły tego zjawiska są ogromne. Wyrażają się one bowiem śmiercą dużej liczby ludności i destrukcją na wielką skalę. Ocenia się, że poziom wód morskich może wzrastać tak szybko, iż w przeciągu następnych 50 lat niektóre nisko położone zaludnione wyspy przypuszczalnie zatoną. Następnie nisko położone przymorskie połacia całego globu, wraz z miastami mogą być "śmiertelnie" zagrożone. A tymczasem w Bangladeszu, Wietnamie i Egipcie żyje dziesiątki milionów ludzi mieszkających poniżej jednego metra ponad obecny poziom morza. Nie mają oni właściwie żadnej szansy na obronę przed owym zagrożeniem.

By podkreślić powagę sytuacji, w 1992 roku aż 1500 naukowców świata, włącznie z 99 noblistami, podpisało deklarację stwierdzającą, że "człowiek z jednej strony a świat naturalny z drugiej, znajdują się na drodze kolizji", co "może być przyczyną tak dużych zmian na świecie, iż nasza planeta nie będzie już w stanie utrzymać życia, jakie jest nam znane." Drugim niebezpieczeństwem jest broń masowego rażenia, użycie której mogłoby zniszczyć cywilizację ludzką. Myślę, że komentarze, względem powyższych słów są zbyteczne.

LECZ MIEJMY NADZIEJĘ, bo tracić jej nie "wolno", że mądrość całej ludzkości nie dopuści do takich kataklizmów. Przecież już w świecie antycznym zwracano uwagę na rozwój dodatnich cech człowieka. Wyrazem tych tęsknot duszy były legendy o bogach i herosach, jak Afrodyta, Atena, Prometeusz itp. To właśnie one bywały natchnieniem do komponowania arcydzieł muzyki, poezji, malarstwa i inspiracją dla myśli ludzkiej.
Warto tutaj zwrócić uwagę na pracę znanych naukowców, którzy wykazali, że mózg ludzki jest niewyobrażalnym gigantem. Ilość komórek mózgowych bowiem w połączeniu z ich zdolnością "porozumiewania" się ze sobą jest grubo większa aniżeli ilość atomów we wszechświecie. Jest jednak dziwne, że człowiek zaczął korzystać z tego ogromnego potencjału zaledwie od kilkunastu tysięcy lat i że ciągle jeszcze znajduje się u początków swego rozwoju. I tutaj rodzi się pytanie, pełne niepokoju, ale przede wszystkim wielkiej nadzieji: Dokąd zaprowadzi człowieka ten "gigant" potencjalnych możliwości?
Astronomia zakłada, że Słońce i Ziemia, a zatem i człowiek, mogą jeszcze istnieć około 5000 milionów lat, a więc milion razy dłużej aniżeli istnienie dotychczasowej cywilizacji człowieka. Na kluczowe pytanie: Czego dokona w tym czasie ludzkość i co się z nią stanie - nikt nam nie odpowie. Ale ogromne możliwości mózgu, zdolności rozumienia kosmosu i bardzo długiego czasu, ofiaruje człowiekowi perspektywy przekraczające jego wyobraźnię. Można przypuszczać, iż jest to wszystko dziwnym darem, ale także zachęceniem do spełnienia przez ludzkość roli, której nie jesteśmy w stanie zrozumieć.

Właściwie ludzkość nie ma wyboru, jak tylko współpracować dla dobra całości i to bez żadnych wyjątków. Nie tylko dlatego, że tak powinna postępować. Ale szczególnie dlatego, iż w przeciwnym razie zwiększający się efekt cieplarniany, ciągłe wojny (już nie mówiąc o broni masowego rażenia) mogą zniszczyć - jeśli nie całkowicie - to częścowo, istotę ludzką wraz z jej cywilizacją. Ufam w zbiorową mądrość człowieka i myślę, że nie tylko uczyni ona to co powinna, by uratować człowieczeństwo od powyżej opisanych spustoszeń. Ale, przynajmniej stopniowo, będzie mobilizować swe siły, by wypracować przyszłość, chociażby w przybliżeniu godną istoty ludzkiej, dla następnych pokoleń.

Sądzę, iż na zakończenie, warto przypomnieć jedną z większych zdobyczy myśli świata antycznego, maksymę klasycznych Greków, zachęcającą człowieka do obowiązku przestrzegania równowagi pomiędzy wartościami duchowymi i materialnymi, czyli szukanie "złotego" środka. Ale byłoby jeszcze lepiej i prościej by ludzkość przestrzegała ten "najzwyklejszy" Dekalog.

Dr inż. Jan Starczewski

   

 

 
|
STP
|
|
|
|
| linki | | archiwum |